WYWIAD Z KATARZYNĄ GAJGAŁ
TEKST
26 września 2008
Trener Igor Prielożny nie oszczędza swoich podopiecznych. O ciężkich przygotowaniach do sezonu, wyznaczonych celach i następcy Marco Bonitty serwis Reprezentacja.net rozmawia z Katarzyną Gajgał, środkową BKSu i polskiej reprezentacji.
Trener Igor Prielożny nie oszczędza swoich podopiecznych. O ciężkich przygotowaniach do sezonu, wyznaczonych celach i następcy Marco Bonitty serwis Reprezentacja.net rozmawia z Katarzyną Gajgał, środkową BKSu i polskiej reprezentacji.
Reprezentacja.net:
Sporo było zmian w drużynie z Bielska. Jak się wam pracuje w nowym składzie?
Katarzyna Gajgał:
- Rzeczywiście trzeba przyznać, że ekipa jest mocno odmieniona. Wiadomo, że największe problemy ze zgraniem pojawiają się w kontekście współpracy z rozgrywającymi. Z Anią Kaczmar gram jednak już drugi rok z rzędu, wcześniej też miałyśmy okazję razem występować. Natomiast z Kasią Skorupą pracujemy wspólnie w kadrze od paru miesięcy, poza tym już wcześniej grałyśmy razem w Bielsku, więc problemów też nie ma. Zresztą to są dwie bardzo dobre rozgrywające, nie ma zatem powodów do zmartwień. Pozostałe dziewczyny znam, jeśli nie z gry w jednym klubie, to z występów reprezentacyjnych, więc można powiedzieć, że znamy się wszystkie dość dobrze.
Czy współpraca z trenerem Igorem Prielożnym również przebiega tak gładko?
- Na razie dobrze to wygląda, nie ma żadnych problemów. Myślę, że trener dużo od nas wymaga i całość idzie w dobrym kierunku.
Jakie cele zostały postawione przed drużyną na ten sezon ligowy?
- Myślę, że cele klubu co roku są takie same. To jest jednak bardzo wymagający klub, któremu zależy na tym, by osiągać jak najwyższe cele, czyli jak najlepsze wyniki. Dlatego nie ma co ukrywać, że w zasadzie żaden inny medal poza złotym nie jest brany pod uwagę.
Kto Pani zdaniem może wam stanąć na drodze do wywalczenia tego upragnionego złota?
- Muszyna niewątpliwie, ale również Piła, która już pokazuje, że jest bardzo silna. Myślę, że będzie też sporo niespodzianek, bo co roku rozgrywki ligowe takowe przynoszą. Sądzę jednak, że na pewno zespoły z Muszyny i Piły będą naszymi groźnymi przeciwnikami.
Pierwsze mecze kontrolne, turnieje towarzyskie za wami. Jak oceni Pani waszą postawę na parkiecie?
- W Szamotułach rozegrałyśmy największą liczbę setów w najkrótszym czasie ze wszystkich występujących tam zespołów, co kosztowało nas trochę zdrowia. Tak naprawdę był to nasz pierwszy turniej, który w całości zagrałyśmy w pełnym składzie, bo wcześniej grałyśmy tylko pojedyncze mecze. Na razie nasza gra nie wygląda źle, ale wiadomo, że na tym etapie przygotowań do sezonu pełno jest jeszcze takich małych, drobnych rzeczy, które trzeba poprawić, dopracować. Właśnie nad tym teraz intensywnie pracujemy.
W najbliższy weekend zagracie w Jarocinie, potem będzie turniej w Bielsku. Traktujecie je treningowo czy już chcecie pokazać rywalkom, że jesteście mocne?
- Myślę, że trener podejdzie do nich raczej szkoleniowo, bo to jest sporo meczów w dość krótkim czasie. Poza tym na pewno Igor Prielożny potrzebuje posprawdzać zawodniczki, wybrać podstawowy skład, ewentualne zmienniczki, więc również temu będzie to zapewne służyło. Wygrana też jest niewątpliwie ważna, bo jak to w sporcie wychodzimy na parkiet by wygrywać. Sądzę jednak, że najważniejszy będzie aspekt szkoleniowy i trener będzie chciał dać szansę zaprezentowania się wszystkim zawodniczkom.
Zdążyła Pani już dojść do formy po trudach sezonu reprezentacyjnego?
- Tak. Bardziej tu nawet chodziło o taki odpoczynek psychiczny niż fizyczny. Wiadomo, że kadra różni się od klubu – gra się na innym poziomie i o inną stawkę. Teraz po powrocie do klubów musimy się znowu przestawić na ligowe granie. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest sporo osób, które patrzą nam, kadrowiczkom, na ręce i po prostu nie wypada nam zejść poniżej pewnego poziomu, co jest dla nas dodatkową presją. Wydaje mi się jednak, że wypoczęłam, weszłam już w treningi klubowe i teraz z dnia na dzień będzie coraz lepiej.
Śledzi Pani medialną dyskusję na temat następcy Marco Bonitty?
- Przyznam szczerze, że od tygodnia wyłączyłam się zupełnie. Jesteśmy w Jarocinie, ciężko trenujemy i nie mamy zbyt wiele wolnego czasu. Nie czuję się jednak z tego powodu bardzo nieszczęśliwa (śmiech). Wrócę do domu, to nadrobię zaległości. Śledzę te wszystkie doniesienia, ale w tej chwili najważniejszy jest dla mnie klub i liga. Na reprezentację przyjdzie czas po sezonie.
Czy po doświadczeniach z trenerem Bonittą byłaby Pani bardziej za szkoleniowcem z Polski czy z zagranicy?
- Na pewno w przypadku obcokrajowca bariera językowa jest malutkim minusem, ale z kolei jest większa szansa, że taki szkoleniowiec wprowadzi jakieś nowe elementy, inną mentalność, podejście do pracy. Nie uważam jednak, żeby w Polsce brakowało dobrych trenerów, którzy byliby w stanie poprowadzić reprezentację. Myślę, że zaakceptujemy każdą decyzję zarządu, nie mamy na to wpływu.
W przyszłorocznych ME zagramy w grupie z Holandią, Chorwacją i Hiszpanią. Jak Pani ocenia tych rywali?
- Myślę, że los nam sprzyjał podczas tego losowania i jest duża szansa na wyjście z grupy i awans do dalszej fazy turnieju. Teraz wszystko zależy od tego, jaki będzie nowy trener i jaki stworzy zespół i jak przygotuje nas do tych mistrzostw.
Mówi się sporo o zmianie pokoleniowej w polskiej reprezentacji. Czy Pani zdaniem nowemu szkoleniowcowi wystarczy czasu, by poskładać tę drużynę na nowo?
- Na pewno grając u siebie liczymy na medal, więc poprzeczka jest zawieszona wysoko. Odejście Gosi Glinki czy Maszy Liktoras to z pewnością duża strata dla reprezentacji, ale uważam, że nie brakuje dziewczyn, które są w stanie je zastąpić. Zmiana pokoleniowa jest nieunikniona, ale myślę, że nie zabraknie zawodniczek, które będą w stanie pociągnąć grę na wysokim poziomie. Trzeba będzie po prostu stworzyć nowy zespół, przedstawić nowe oczekiwania i zacząć grać, a mam nadzieję również wygrywać.
Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net
źródło: Reprezentacja.net
Reprezentacja.net:
Sporo było zmian w drużynie z Bielska. Jak się wam pracuje w nowym składzie?
Katarzyna Gajgał:
- Rzeczywiście trzeba przyznać, że ekipa jest mocno odmieniona. Wiadomo, że największe problemy ze zgraniem pojawiają się w kontekście współpracy z rozgrywającymi. Z Anią Kaczmar gram jednak już drugi rok z rzędu, wcześniej też miałyśmy okazję razem występować. Natomiast z Kasią Skorupą pracujemy wspólnie w kadrze od paru miesięcy, poza tym już wcześniej grałyśmy razem w Bielsku, więc problemów też nie ma. Zresztą to są dwie bardzo dobre rozgrywające, nie ma zatem powodów do zmartwień. Pozostałe dziewczyny znam, jeśli nie z gry w jednym klubie, to z występów reprezentacyjnych, więc można powiedzieć, że znamy się wszystkie dość dobrze.
Czy współpraca z trenerem Igorem Prielożnym również przebiega tak gładko?
- Na razie dobrze to wygląda, nie ma żadnych problemów. Myślę, że trener dużo od nas wymaga i całość idzie w dobrym kierunku.
Jakie cele zostały postawione przed drużyną na ten sezon ligowy?
- Myślę, że cele klubu co roku są takie same. To jest jednak bardzo wymagający klub, któremu zależy na tym, by osiągać jak najwyższe cele, czyli jak najlepsze wyniki. Dlatego nie ma co ukrywać, że w zasadzie żaden inny medal poza złotym nie jest brany pod uwagę.
Kto Pani zdaniem może wam stanąć na drodze do wywalczenia tego upragnionego złota?
- Muszyna niewątpliwie, ale również Piła, która już pokazuje, że jest bardzo silna. Myślę, że będzie też sporo niespodzianek, bo co roku rozgrywki ligowe takowe przynoszą. Sądzę jednak, że na pewno zespoły z Muszyny i Piły będą naszymi groźnymi przeciwnikami.
Pierwsze mecze kontrolne, turnieje towarzyskie za wami. Jak oceni Pani waszą postawę na parkiecie?
- W Szamotułach rozegrałyśmy największą liczbę setów w najkrótszym czasie ze wszystkich występujących tam zespołów, co kosztowało nas trochę zdrowia. Tak naprawdę był to nasz pierwszy turniej, który w całości zagrałyśmy w pełnym składzie, bo wcześniej grałyśmy tylko pojedyncze mecze. Na razie nasza gra nie wygląda źle, ale wiadomo, że na tym etapie przygotowań do sezonu pełno jest jeszcze takich małych, drobnych rzeczy, które trzeba poprawić, dopracować. Właśnie nad tym teraz intensywnie pracujemy.
W najbliższy weekend zagracie w Jarocinie, potem będzie turniej w Bielsku. Traktujecie je treningowo czy już chcecie pokazać rywalkom, że jesteście mocne?
- Myślę, że trener podejdzie do nich raczej szkoleniowo, bo to jest sporo meczów w dość krótkim czasie. Poza tym na pewno Igor Prielożny potrzebuje posprawdzać zawodniczki, wybrać podstawowy skład, ewentualne zmienniczki, więc również temu będzie to zapewne służyło. Wygrana też jest niewątpliwie ważna, bo jak to w sporcie wychodzimy na parkiet by wygrywać. Sądzę jednak, że najważniejszy będzie aspekt szkoleniowy i trener będzie chciał dać szansę zaprezentowania się wszystkim zawodniczkom.
Zdążyła Pani już dojść do formy po trudach sezonu reprezentacyjnego?
- Tak. Bardziej tu nawet chodziło o taki odpoczynek psychiczny niż fizyczny. Wiadomo, że kadra różni się od klubu – gra się na innym poziomie i o inną stawkę. Teraz po powrocie do klubów musimy się znowu przestawić na ligowe granie. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest sporo osób, które patrzą nam, kadrowiczkom, na ręce i po prostu nie wypada nam zejść poniżej pewnego poziomu, co jest dla nas dodatkową presją. Wydaje mi się jednak, że wypoczęłam, weszłam już w treningi klubowe i teraz z dnia na dzień będzie coraz lepiej.
Śledzi Pani medialną dyskusję na temat następcy Marco Bonitty?
- Przyznam szczerze, że od tygodnia wyłączyłam się zupełnie. Jesteśmy w Jarocinie, ciężko trenujemy i nie mamy zbyt wiele wolnego czasu. Nie czuję się jednak z tego powodu bardzo nieszczęśliwa (śmiech). Wrócę do domu, to nadrobię zaległości. Śledzę te wszystkie doniesienia, ale w tej chwili najważniejszy jest dla mnie klub i liga. Na reprezentację przyjdzie czas po sezonie.
Czy po doświadczeniach z trenerem Bonittą byłaby Pani bardziej za szkoleniowcem z Polski czy z zagranicy?
- Na pewno w przypadku obcokrajowca bariera językowa jest malutkim minusem, ale z kolei jest większa szansa, że taki szkoleniowiec wprowadzi jakieś nowe elementy, inną mentalność, podejście do pracy. Nie uważam jednak, żeby w Polsce brakowało dobrych trenerów, którzy byliby w stanie poprowadzić reprezentację. Myślę, że zaakceptujemy każdą decyzję zarządu, nie mamy na to wpływu.
W przyszłorocznych ME zagramy w grupie z Holandią, Chorwacją i Hiszpanią. Jak Pani ocenia tych rywali?
- Myślę, że los nam sprzyjał podczas tego losowania i jest duża szansa na wyjście z grupy i awans do dalszej fazy turnieju. Teraz wszystko zależy od tego, jaki będzie nowy trener i jaki stworzy zespół i jak przygotuje nas do tych mistrzostw.
Mówi się sporo o zmianie pokoleniowej w polskiej reprezentacji. Czy Pani zdaniem nowemu szkoleniowcowi wystarczy czasu, by poskładać tę drużynę na nowo?
- Na pewno grając u siebie liczymy na medal, więc poprzeczka jest zawieszona wysoko. Odejście Gosi Glinki czy Maszy Liktoras to z pewnością duża strata dla reprezentacji, ale uważam, że nie brakuje dziewczyn, które są w stanie je zastąpić. Zmiana pokoleniowa jest nieunikniona, ale myślę, że nie zabraknie zawodniczek, które będą w stanie pociągnąć grę na wysokim poziomie. Trzeba będzie po prostu stworzyć nowy zespół, przedstawić nowe oczekiwania i zacząć grać, a mam nadzieję również wygrywać.
Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net







